- Dlaczego miałbym w to wierzyć? - Buford VanStorm podniósł wzrok znad książki.
- A dlaczego ma pan nie wierzyć? - odpowiedziała Daniella pytaniem na pytanie.
- Bo jakieś dwie godziny temu zostaliście wydaleni. I to przez samego generała Etienne'a! Słyszałem o waszych ojcach różne opowieści ,ale wy jesteście sto razy gorsi.
- O przepraszam ,w jakim sensie? - Baljeet wystąpił i położył dłoń na rękojeści szpady.
- Nie teraz. - ofuknęła go niebieskooka. - musi nam pan pomóc. Niech pan uwierzy. Czy zwykła wiejska dziewczyna i trzech przygłupów umiałoby wymyślić coś tak skomplikowanego? - za jej plecami dało się słyszeć przytłumiony protest Djang'a i chichot Baljeet'a. Tylko De'Cotte stał z niewzruszoną miną i obojętnie podrzucał figurę od szachów.
- Dobra ,powiedzmy ,że wam wierzę. I co dalej?
- No właśnie co dalej – wtrącił się Django – to my nie wiemy. Dlatego przyszliśmy do pana.
Buford przez dłuższą chwilę się zastanawiał ‘’pykając’’ sobie fajkę.
- Zrobimy tak – zaczął szeptem – Daniella i Ferb pojadą na zachód ,żeby natknąć się na posłannika. – widząc miny obojga dodał – bez dyskusji. Musicie chronić list. Django i Baljeet pojadą do małej wioski Gourdon gdzie obecnie znajduje się przełożony Etienne’a. Tylko on może nam pomóc. A! I jeszcze jedno ,nie pozwalajcie sobie na za dużo z gwardzistami Mazarin’a. Są sprytni i przebiegi. Nie cechują się również zbytnim honorem. Uważajcie na siebie.
****
- To niesamowite ,prawda? – Danny była podekscytowana i trochę za mocno szczotkowała Kartezjusza ,który patrzył na nią z wyrzutem. – jeszcze wczoraj nie sądziłam ,że spotka mnie taka przygoda. – pomachała radośnie na pożegnanie do Djang’a i Baljett’a ,a potem odwróciła się radośnie do Ferba. – to co kompanie ruszamy? – ten tylko westchnął i rozsiadł się w siodle.
- A ty co? Muchy masz w nosie? – burknęła Danny. Próbowała być tylko miła. Po półgodzinnej podróży De’Cotte wreszcie się odezwał:
- Myślisz ,że zdążymy na czas? – Daniella postanowiła go zignorować ,ale jego ręka chwyciła lejce Kartezjusza i zatrzymała go.
- Daniello popatrz na mnie. – dziewczyna z ociąganiem spojrzała muszkieterowi w oczy. – jeżeli kiedykolwiek cię uraziłem to przepraszam. Chcę ,żebyś wiedziała ,że nie jestem twoim wrogiem i mimo tego ,że jesteś dziewczyną – tutaj westchnął – to zasługujesz na to ,żeby zostać muszkieterem. To co ,zgoda? –wyciągnął w jej kierunku dłoń. Danny wahała się przez chwilę ,ale po dłuższym zastanowieniu uścisnęła rękę De’Cotte’a. Ten uśmiechnął się tylko i oboje pogalopowali na spotkanie być może największej przygody w ich życiu.
U mnie w klasie non stop gadają o tym meczu
Chcę kolejny rozdział
tak u mnie też i cały czas słyszę docinki ,ale leję na to
Heh
Co do Ferba i Danny, to czy będzie jakiś wątek romantyczny?
no ,ale nieważne.
oj broń Boże , nie. Wystarczy mi ten o Izie i Finie ,o których dawno nie pisałam.
Ja powiem krótko... nienawidzę CR7, ale sportem jako takim się nie interesuję, więc z bólem serca przyznaję, że nie wiem kim jest Fabregas i Pique
są zarąbiaszczymi piłkarzami
Buford pykający fajkę przypominał mi trochę detektywa
Podobało mi się ja Danny wspomniała o tych trzech przygłupach
Nie mogę się doczekać co dalej i kiedy dodasz jakieś kolejne opoko
miał go trochę przypominać - to miało mu dodać mądrości.
dziękuję bardzo ^^
Tak coś czułam
Nie ma za co.!